Organizacja Panieńskiego

Panieński jest bardzo ważny, i teoretycznie panna młoda ma go raz w życiu. Jako świadkowej na moje barki spadł obowiązek zorganizowania tej jakże ważnej imprezy. Pierwszy raz stanęłam przed takim wyzwaniem, które zresztą bardzo lubię i obiecałam sobie, że to będzie najlepsza impreza pod słońcem…

Wolę czasem rozpocząć przygotowania wcześniej, jeśli tylko sytuacja na to pozwala. Zaznaczę tylko, że panieński był mojej już obecnej bratowej :) Lista pań, została zrobiona według pań zaproszonych na wesele. Otrzymałam listę tych pań, ponieważ o ile naszą rodzinę znam doskonale to panny młodej wcale. Zaprosiłam wszystkie dziewczyny na facebooku do znajomych, by następnie dodać je do grupy którą stworzyłam. Już w tym momencie zaczął się problem, bo on stwierdziły, że po co mają mnie dodawać skoro mnie nie znają… a wiadomo wiadomości trafiały do folderu „inne”, a to było zbyt trudne by odczytać. Skontaktowałam się telefonicznie… Ok, dodały mnie, przywitałam wszytskie dziewczyny na grupie, poinformowałam co chciałaby Justyna, zaproponowałam kilka rozwiązań co do panieńskiego; domek nad morze, domek  nad jeziorem, impreza w lokalu, na działce, jednodniowy wypad nad morze, łącznie z przesłaniem miejsc w które mogłybyśmy jechać… Cisza. Okazało się, że w panieńskim chcę uczestniczyć ja, moja kuzynka no i przyszła panna młoda. Zapytałam je, jak później pójdą na wesele. Zatem postanowiłyśmy z kuzynką, że zabierzemy ją nad morze na jeden dzień. Były to wstępne plany ponieważ rozmowy rozpoczęły się na początku maja! a wesele w pierwszy weekend sierpnia…

Prezent… wysyłałam różne propozycje gadżetów, wibratory, koszulki nocne, kombinezony, rajtuzy itd., cisza… Zdecydowałam sama i zapytałam kto się chce zrzucić na prezent. oczywiście wszystkie dziewczyny z mojej rodzinki napisały, aby tylko podać im numer konta  już robią przelew. hmmm, dopisałam, że kupię również kartkę na której się wszyscy podpiszemy kto składał się na prezent. Zrobiło się poruszenie, kilka wyraziło chęć, wyszło po 19zł… w międzyczasie doszły chętne na wyjazd. Bardzo mnie to ucieszyło, bo wiadomo, im większa liczba osób tym lepiej. Udało nam się załatwić od mojej ukochanej kuzynki, która od początku była zdecydowana na wyjazd vana 9 osobowego :) o czym poinformowałam dziewczyny oraz o tym, że jeśli nas ostatecznie tyle nie będzie to zabiorę koleżanki, które również znają Justynę i przynajmniej koszty nam się zmniejszą. W czerwcu, zatelefonowała do mnie jedna z dziewczyn od strony Justyny, z zapytaniem co będziemy robić nad tym morzem, to jej tłumaczę, że świetnie się bawić, że polezymy na plaży, będziemy pić, tańczyć i robić wszystko by Justyna do końca zycia pamiętała ten dzień. A tu padło pytanie, ale może jedźmy na noc. Oczywiście, ja bardzo chętnie, załatw Jolu domek i jedziemy, bo tam gdzie ja telefonowałam to niestety ale na jedną dobę nie chcieli nam wynająć bo to środek sezonu, ale jak Tobie sie uda to bierzemy. Faktycznie, kilka minut później ponownie się ze mną skontaktowała, że udało jej się w Pobierowie, i czy resztą się zajmę ( wiadomo, bo przecież trzeba zapłacić za rezerwację kto by chciał to robić…). Tak, wszystkie dziewczyny się zgodziły a było nas chętnych na wyjazd 7 + Justyna. Zapłaciłam za rezerwację, podpisałam umowę. Brakowało nam jednej osoby, by koszty się zgadzały, więc zaczęłam pytać moich koleżanek. miałam kilka chętnych ale to wciąż był czerwiec i powiedziały że dadzą znać w lipcu.

Co do lipca, na początku jedna z dziewczyn napisała mi ” niestety muszę zrezygnować z panieńskiego Justyny. przykro mi”. Ot, i tyle. Co się będzie tłumaczyć, nic nie zdążyła zapłacić, nawet na prezent się nie dołożyła więc spoko. Czyli wolnych miejsc 2! Męczę te moje koleżanki, bo zaczynam widzieć, że dziewczyny, że strony Justyny jakieś takie… dziwne? Chyba, że je przytłoczyłam moją organizacją, podjętymi decyzjami? A wiem, że jak pojadą moje koleżanki to będzie to naprawdę super wyjazd. Udało się ! Jedna zdecydowała się, druga miała dać znać dwa dni przed wyjazdem bo dopiero wówczas wracała z urlopu. Wszystko przebiegało sprawnie, wzięłam koszty gadżetów na siebie, dokupiłam jeszcze kombinezon do prezentu, nakładki na penisa ( nota bene, dla mojego brata) oczywiście o wszystkim informowałam dziewczyny na grupie, ale tylko moje zapytały ile trzeba jeszcze się dołożyć. Pomyślałam, że to nic, to nieważne. Najważniejsze jest to by jechać i dobrze się bawić.

Dwa dni przed wyjazdem dostaje wiadomość od Justyny ( tego dnia pisałam na grupie, że czekamy na odpowiedź Ewy, bo prawdopodobnie pojedzie z nami i koszt wyniesie po 100 zł, a jeśli ona się nie zdecyduje to 115zł), że jej kuzynka zadzwoniła do jej mamy, że chciałaby też jechać na to panieńskie… (?) Napisałam na grupie, czy znają Magdę i czy coś wiedzą, że chce jechać? Jednak odpisała, że to jej siostra i już do niej dzwoni. Długo to nie trwało i dostałam wiadomość, że tak ona jedzie. Dobrze, najpierw daj mi do niej numer, muszę z nią porozmawiać bo jest Ewa przecież, a Magda zadeklarowała, że na pewno z nami nie pojedzie. Zatelefonowałam do niej i mówię, że musi zrozumieć, że dam jej znać jutro rano, bo czekam na informację od Ewy, a nie może tak być, że ktoś zmienia plany by jechać z nami a nagle jej powiem „sorry nie jedziesz”. Było to dla niej jasne i zrozumiała. Niestety w tym czasie dziewczyny już cieszyły się na grupie, napisałam im, że spokojnie, ale czekamy na Ewę i ustaliłam z Magdą, ze potwierdzę jej jutro rano, jak wygląda sytuacja.

Zaczęło się, dwie księżniczki, matka z córką ( siostra Magdy nic się nie odezwała), co to za jakaś Ewa, co to za jakaś Jadwiga, dlaczego nikt nic nie informuje? Zgłupiałam, najpierw żadna nie chciała jechać, nie załatwiały żadnego samochodu, jedynie wykonała telefon by załatwić domek nad morzem. Zagotowałam się. Pytam o czym nie informuję? Przecież pisałam jasno, że dobiorę dziewczyny by zmniejszyć koszty, Magda nie chciała jechać, w czym problem? Okazało się, że problem jest by się zabrać? Zatem pytam jaki to problem, skoro sprawa jest jasna, nie chciała jechać Magda więc teraz zaczeka aż Ewa odpowie… Wydawałoby się to oczywiste, ale nie dla nich. Awantura, co ja sobie myślę, że tylko moje zdanie się liczy? odpisałam, że „coś w ten deseń”. Pytam, o co wam chodzi Słoneczka? bo Magda zrozumiała, czego oczekujecie, że zatelefonuję do Ewy i powiem, że nie jedzie? córcia odpisała, że nie bo byłoby to niegrzeczne, więc pytam kolejny raz to o co Ci chodzi? po co warczysz? za dwa dni wyjeżdżamy, i robicie aferę bo Magda zdecydowała się za pięć dwunasta i afera, o co? Córeczka na to, że może zabronię jej pisać albo w ogóle jechać? Boże… co za ograniczone dziewczyny.. czytałam i nie wierzyłam, ale napisałam, że dla mnie koniec tematu będzie tak jak poinformowałam Magde i by wyluzowały, bo nie ma to sensu, mamy jechać i dobrze się bawić.

Nalałam sobie drinka, później drugiego. Zatelefonowałam do Ewy i powiedziałam, że nie jedzie… trudno. Już nie miałam ochoty sie z nimi spierać. Oczywiście moja Ewunia, jak to ona, Anioł mój kochany napisała, że żaden problem. Za to Ją własnie kocham. No i czas wysłać sms do Magdy, ze jedzie. To okazało się bardzo trudne, zwłaszcza dla mnie po jednym drinku ” Hej potwierdzam, jedziesz z nami, widzimy się w sobotę o 7 rano.” Mogłoby się na tym skończyć, gdyby nie to, ze odpisała, że dziękuje i jeszcze raz przeprasza. Chciałam być miła i odpisałam…. ” Nie ma żadnego wieczoru, po prostu musiałam najpierw porozmawiać ze znajomą. Zrozumiała wszystko i po prostu nie jedziesz Ty. Bardzo się cieszę. Miłego wieczoru” Poszło… czytam, i mówię o cholera, miało być ” nie ma żadnego problemu” słownik zmienił. Czytam dalej…Myślę, o Boże tak to jest :) Zatelefonowałam i wyjaśniłam poprzez narząd mowy, bo z pisaniem mi nie wyszło. Następnego dnia, czyli w piątek po pracy wyruszałam z Krakowa do Gorzowa. Startowałam o 14, tak by o normalnej godzinie dotrzeć bo w sobotę o 5 rano już musiałam być na nogach. Niestety wszelkie tory przeszkód jakie panują obecnie na drogach znacznie wydłużają mój czas przejazdu na tej trasie. Wyruszyliśmy o czasie, widziałam że około 15 przyszła wiadomość na grupie, po ile się w końcu składamy. Nikt na to nie odpisał, pomimo, że pisałam wyraźnie, że 100zł jak jest komplet, a jak nie to po 115 zł. Czyli co za problem mieć uszykowane te dodatkowe 15zł? No cóż, nie odpalałam FB, bo jakoś nie czułam potrzeby by w tracie jazdy samochodem odpisywać na te durne wiadomości. Do domu dotarłam po 21….. stałam tyle na bramkach, że to się w głowie nie mieści, a byłam pewna, że zdążę przed tym tłumem, ale chyba większość osób o tym pomyślało i wyjechało wcześniej jak ja. Odpalam, fb a tam pretensje, że nawet nie raczę odpisać… znowu mnie wbiło w fotel. Odpisałam księżniczkom, że proszę o wybaczenie, ale jechałam 7h z Krakowa i do tego wszystkiego to ja byłam kierowcą i nie bawiłam się telefonem wczasie jazdy. I, że wszystko jest tak jak ustalałyśmy dzień wcześniej.

Nie mogłam zasnąć, zastanawiałam się jak to wszystko wyjdzie, postanowiłam, że nim wsiądą do samochodu i nim zatelefonuję do Justyny by zeszła powiem im, że mają swoje 5 minut by wyrzucić swoje żale, bo jak zejdzie Justyna to mamy się świetnie bawić i zrobić wszystko by Justyna była szczęśliwa. Tak też zrobiłam, Matka z córką były obrażone, siostry zadowolone i uśmiechnięte. No a nasza 4 wiadomo, banan na twarzy :)

Sam panieński? zorganizowałam kalambury, hasła sama wymyśliłam, wszystkie płakały ze śmiechu to były jedyne 2h kiedy naprawdę wszystkie (oprócz córki) bawiły się naprawdę rewelacyjnie. później grill, i wyjście potańczyć, miałyśmy zmieniać lokale, ale 4 gwiazdy chciały tylko dico polo, ale zaczęłyśmy od lokalu gdzie takiej muzyki się nie puszcza. Nasza 4 i Justyna bawiły się świetnie, księżniczki nie chciały się bawić bo takiej muzyki nie lubią. Poinformowałam je, że nie są tu dla siebie a dla niej i niech się ruszą na parkiet, bo zaraz zmienimy lokal. Co do disco polo? Ta muzyka wywołuje u mnie agresję, no nie przepadam za taką muzyką, choć oczywiście są pewne utwory, które znam i jak trzeba to przetańczę całą noc do takiej „muzyki”. Cóż zatańczyły 3 piosenki i co? i matkę z córką uwaga, zalało! o wow, obie w tym samym czasie, padłam. Zapytałam Justyny, czy chce zmienić lokal, odpowiedziała, że jeszcze nie bo tu się świetnie bawi. Dla mnie? Cudownie :) Muzyka mi odpowiadała, nawet zapłaciłam DJ jak wlazły na parkiet, by puścił kilka utworów z lat 90′ zamiast typowo klubowej. Księżniczki nie wracały ( a miały) więc zdecydowałyśmy, że wyjdziemy po nie tym samym zmieniając już lokal. Poszłyśmy do „lokalu” gdzie tylko disco polo leci, i co? No głupie cipki, zatańczyły kilka utworów i matka z córką poszły do domu, pozostałe dwie nie chciały się bawić bo zmęczone a to dopiero 1 w nocy… a ja musiałam tańcować do tej „muzyki”, myślałam, że mnie krew zaleje.

Mogłoby się zakończyć na tym, ale nie. Wydałam sama bez jedzenia i alkoholu jakieś 420zł, w sobotę rano gdy zbierałam pieniądze powiedziałam, że zrobimy jeszcze zrzutkę bo zapłaciłam za tort. I tak, też zrobiłam w niedzielę poinformowałam dziewczyny, że robimy zrzutkę po 10zł. Obraza majestatu, mamuśka z japą, że niby za co? Patrzę na nią i aż zaczęłam się śmiać, bo to cycki i ręce opadają, mówię, że za tort i pozostałe rzeczy które kupiłam. One nawet nie zauważyły że prezent nie składał się z 3 elementów, gdzie nawet FV im wysłałam za co ile zapłaciłam. Nie zwróciły uwagi, że był dodatkowo kombinezon który kosztował mnie 65zł, plus nakładki ;) kartka, wszystkie ozdobne torebki na prezent… widziałam jak usiadły we 4 i zaczęły wymachiwać rękoma, zorientowałam się o co chodzi… Została wódka, więc dlaczego mają mi płacić skoro wezmę sobie wódkę? Matka z córką rzuciły mi pieniądze, siostra ( ta która od początku zdeklarowała się, że jedzie i która jako jedyna się ze mną pożegnała i rozmawiała na weselu), podała mi z uśmiechem na twarzy, no i jedna gwiazda od nich mi nie dała. Z moimi dziewczynami oczywiście, nie było żadnych nieporozumień. Poszłyśmy jeszcze na plażę, ale niestety zaczęło padać i zdecydowałyśmy się wracać. Wsiadając do samochodu, poszłam najpierw i odkopałam w bagażniku lodówkę w której była wódka, 0,7 dałam matce i córce bo one były we dwie, a po 0,5 siostrom, ta co nie dała mi tych 10zł z oburzeniem powiedziała, że ona nie chce, więc grzecznie jej mówię, że ja tym bardziej bo to wasze pieniądze i ja nie będę tego piła i każda z was dostanie (oprócz moich dziewczyn) to odpowiedziała, że kolorowej nie pije… podeszłam do jej siostry wyrwałam jej czystą i mówię że sorry ale siostra chce czystą więc Ty masz kolorową. Wsiadłam do samochodu… i wówczas gwiazda zapłaciła mi te 10zł. Serio? myślały, że alkohol sobie zabiorę? i będę go sprzedawać pod sklepem? Zatem i tak wyszły na tym lepiej.

Na weselu nie rozmawiały ze mną… z moimi kuzynkami tak, ze mną nie. Co im zrobiłam? Trudno powiedzieć, może to, że zajęłam się organizacją wszystkiego i nie obarczyłam ich tak kosztami? To, że chciałam by samochód, który i tak ja załatwiłam z moją kuzynką nie jechał na pusto. Wyjazd wyniósł je po 139zł, do tego wzięły jedzenie i alkohol, alkohol z którym właściwie wracały. Natomiast pod blokiem, wydałam im wszystkie napoje, nasza 4 nie zabrała nic.

Gdyby kiedyś zdarzyło się, że i będzie trzeba zorganizować mój panieński, to sama stworzę grupę na fb i powiem wszystkim dziewczynom, że albo robią to co mówi moja świadkowa, albo niech wypieprzają z grupy, bo psuć atmosferę i później iść na wesele, gdzie mają skwaszone miny i tylko obgadują. Skąd wiem, ach… To się czuje, a po drugie niestety nie powstrzymali się przy mojej kuzynce ;) Ale dobrze, nie nudzili się przynajmniej i mieli o kim mówić. Otrzymałam nawet przydomek shakiry.

Mam to wszystko już na szczęście za sobą…

Tobie Justynko życzę wszystkiego pięknego na nowej drodze życia. Bądź szczęśliwa !

Zrzut ekranu 2017-08-24 o 10.49.48

Były sobie walentynki

ja nie chcę wiele, ale nie mniej niż wszystko: Ciebie i zieleń i żeby listkom akacji było wietrznie, i żeby sercu – bezpiecznie, i żeby kot się bawił firanką jak umie żeby siedzieć na jerozolimskim ganku i nic nie rozumieć.

Walentynki powinny być każdego dnia, to prawda. A jednak pragnęłam by tego 14 spędzić je wyjątkowo, z Kimś wyjątkowym. Przytulić się i po prostu czuć, być.

Obudziłam się o 00:06, Walentynki, to już 14 :) a Ty… a Ty leżałeś wtulony we mnie.

Wyjechałeś, i zrobiło się tak cicho, pusto…

Tak to było, i okazało się, że nie udostępniłam tego… ale nic straconego zrobię to teraz, choć jest już końcówka sierpnia.

Wiele się wydarzyło od tego czasu…

Tak po prostu…

Zawrotne tempo, tak od zawsze wygląda moje życie. Wszystko dzieje się nagle, teraz, już. Czasem mam wrażenie, że los przyjął sobie taka taktykę na moje doświadczenia, bo gdyby dał mi więcej czasu na przemyślenia to zapewne zamiast czekać, uciekałabym gdzie pieprz rośnie. A tak, stawia na mej drodze niezapowiedziane osoby, emocje, które dotykają mą duszę jak piorun z jasnego nieba.

Przekraczają mur, którym się odgrodziłam, wchodzą do mojego azylu, drepcząc po mojej wypracowanej przestrzeni, wywracają mi cały świat do góry nogami i jeszcze bezczelnie ładują się bezpośrednio do mojego serca, rozsiadają się w najlepsze i z czarującym uśmiechem zaczyna śpiewać..

adesso no,
non voglio più difendermi,
supererò dentro di me gli ostacoli…
i miei momenti più difficili,
per te.
there is no reason,
there’s no rhyme:
it’s crystal clear
i hear your voice and all the darkness disappears
every time i look into your eyes
you make me love you
questo inferno finirà
i do truly love you
fuori e dentro me
how you make me love you
con le sue difficoltà
i do truly love you

i belong to you,
you belong to me forever

want you,
baby i want you
and i thought that you should know
that i believe.
you’re the wind that’s underneath my wings,
i belong to you,
you belong to me.

ho camminato su pensieri ripidi
you are my fantasy
per solitudini e deserti aridi
you are my gentle breeze
al ritmo della tua passione
ora io vivrò
and i’ll never let you go
l’amore attraverserò
you’are the piece that makes me whole
le onde dei suoi attimi
i can feel you in my soul
profondi come oceani
vincerò per te le paure che io sento,

quanto bruciano dentro
le parole che non ho più detto sai…
want you,
baby i want you
and i thought
that you should know that i believe
lampi nel silenzio siamo noi
i belong to you,
you belong to me,
you’re the wind that’s underneath my wings,
i belong to you,
you belong to me.

adesso io ti sento
i will belong forever to you.

Pomimo, że wkroczył tak nagle… poczułam jakby był od zawsze. A moje życie, które jakiś czas temu rozleciało się na drobniutkie kawałki, przez długi czas z wytrwałością sklejałam w jedną całość, a On się pojawia i nie pytając się, czy może po prostu zaczyna być…

That’s all I wanted
Something special, something sacred
In your eyes
For just one moment
To be bold and naked
At your side

Sometimes I think that you’ll never
Understand me
Maybe this time is forever
Say it can be

That’s all you wanted
Something special, something sacred
In your life
Just for one moment
To be warm and naked
At my side

Sometimes I think that you’ll never
Understand me
But something tells me together
We’d be happy

(baby)
I will be your father figure
(oh baby)
Put your tiny hand in mine
(I’d love to)
I will be your preacher teacher
(be your daddy)
Anything you have in mind
(it would make me)
I will be your father figure
(very happy)
I have had enough of crime
(please let me)
I will be the one who loves you
Until the end of time

That’s all I wanted
But sometimes love can be mistaken
For a crime
That’s all I wanted
Just to see my baby’s
Blue eyed shine
This time I think my lover
Understands me
If we have faith in each other
Then we can be
Strong

I will be your father figure
Put your tiny hand in mine
I will be your preacher teacher
Anything you have in mind
I will be your father figure
I have had enough of crime
I will be the one who loves you
Until the end of time

If you are the desert
I’ll be the sea
If you ever hunger
Hunger for me
Whatever you ask for
That’s what I’ll be

So when you remember the ones who have lied
Who said that they cared
But then laughed as you cried
Beautiful darling
Don’t think of me
Because all I ever wanted
It’s in your eyes baby, baby
And love can’t lie, no
(greet me with the eyes of a child)
My love is always telling me so
(heaven is a kiss and a smile)
Just hold on, hold on
I won’t let you go, my baby

I will be your father figure
Put your tiny hand in mine
I will be your preacher teacher
Anything you have in mind
I will be your father figure
I have had enough of crime
(so I am gonna love you)
Until the end of time
I will be your father
I will be your preacher
I’ll be your daddy
I will be the one who loves you
Until the end of time

„Istnieją osoby, które pojawiają się w życiu zupełnie niezapowiedziane. Pukają do drzwi naszych serc w chwili, gdy najbardziej tego potrzebujesz. Osoby o sercu przepełnionym magią, oczami pełnymi blasku, zdolnymi do rzeczy zdumiewających. Wnoszą radość i choć nie masz pojęcia jak, zobowiązują Cię, byś znów uwierzyła w siebie.”

Zagubiony pierścionek…

Kilka lat temu, dostałam od mojej przyjaciółki pierścionek z 13 turkusami. Piękny, wiele osób zwracało na niego uwagę mówiąc, że jest wyjątkowy. Był on ogromnie ważny dla mnie. Zaginął 13.01.2017 (piątek), to nieprawdopodobne, ale się po prostu rozpłynął… Dzień wcześniej,  wieczorem wylądowaliśmy w Hamburu, zostawiliśmy rzeczy w hotelu i udaliśmy się  na kolację… Tam jeszcze miałam swój pierścionek, wróciliśmy do pokoi chwilę przed północą. Wzięłam prysznic, zamieniłam kilka zdań z moją współlokatorką (koleżanką z pracy), i położyłam się spać. Noc była dość krótka, i słabo spałam. Oczywiście mój szalony budzik zadzwonił o 5:45 zamiast o 7:00 bo zapomniałam wyłączyć opcję „pora spać”, choć w tym przypadku powinna się nazywać „pora wstać”. Ponownie wzięłam prysznica, wybrałam sukienkę, doprowadziłam twarz do normalności, trochę włosy ubrałam pierścionki ( już bez tego wyjątkowego) kilka kropli perfum i czas wyruszać do siedziby firmy, gdzie spotkam się ze wszystkimi pracownikami z całej Europy. Musiałam być tak podekscytowana, że nałożyłam inne, ale nie zauważyłam, że nie mam tego… tego o którym nie zdarza mi się zapomnieć. Dzień minął intensywnie, do tego bardzo aktywnie, podzieleni zostaliśmy na grupy i wykonywaliśmy przeróżne aktywności. Zabawa była przednia, nawet udało nam się trochę szybciej wyrobić w czasie i padło hasło, że przed główną imprezą możemy jeszcze wrócić do hotelu. Byłam zachwycona wizją wzięcia prysznica i zmiany sukienki :)

Idąc korytarzem, minęłam ekipę sprzątającą, która jeszcze kręciła się w pokoju mojego kolegi, za to mój pokój był wysprzątany. Cieszyłam się, że już nikt mi się nie kręci i mogę spokojnie ( choć mega szybko) rozpocząć ogarnianie się. Pierścionek? Gdzie on jest? Nie mogłam go znaleźć, zgłupiałam, czy ja w ogóle zabrałam go z Polski? Zaczęłam przeglądać w telefonie zdjęcia z kolacji, miałam go na palcu, dlaczego teraz go nie mam? Miałam tylko 20 minut, stwierdziłam, że poszukam rano… i to był mój ogromny błąd.

Podobno wróciliśmy o 2 w nocy :) Do tej pory Bogu dziękuję, że Tomek był ze mną i dotrzymywał mi towarzystwa. Bo przesadziłam o jedną pięćdziesiątkę… Nawet przez moment miałam obawę, czy przez to nie rozpocznę zwrotu tych wszystkich dobrodziejstw, które miałam okazje w siebie wlać. Dobrze, że duuużo tańczyłam, właśnie ogromne ukłony dla DJa oraz Saksofonisty, co on dmuchał… Hubert Fersterer :) Chętnie trafiłabym jeszcze na jakiś jego występ. W każdym razie imprezę zaliczam do naprawdę udanych. Choć rozjechało mi się jakieś ostanie 15 minut, powrót taksówką, też prawie pamiętam. Weszłam do pokoju, wzięłam prysznica, dość długi, i prawdę mówiąc nie wiem po co tak długo tam stałam. ostatecznie położyłam się około 3 do łóżka. Gdy o 7 zadzwonił budzik, myślałam, że to jakiś żart i nie wiedziałam, gdzie jestem… Oprzytomniałam, gdy zobaczyłam koleżankę obok na łóżku… Zwlokłam się po 4h snu, nie była to prosta sprawa, znowu poszłam pod prysznic ( nie wiem co ja mam z tymi prysznicami). Tylko jakoś tak wszystko wirowało, a głowa… myślałam, że mi pęknie. Susząc włosy przypomniało mi się o pierścionku, zaczęłam się rozglądać, ale nie było go w łazience, później szukałam na łóżku, na podłodze, w rzeczach kurcze nie ma! A to naprawdę nie mały pierścionek… Ogarnęła mnie panika, zapytałam mojej współlokatorki, czy go widziała, ale zaprzeczyła. Zeszłam na dół na śniadanie i zapytałam w recepcji, czy obsługa zgłaszała, ale nie. Popełniłam największy bład jaki mogłam zrobić, powinnam cofnąć się do pokoju i powiedzieć, na recepcji, że ma się ten pierścionek znaleźć natychmiast albo nie wyjdę. A ja liczyłam, ze może mam go w torebce, zresztą nie do końca mój mózg przetwarzał jeszcze wtedy. Po powrocie do Polski napisałam maila do hotelu, ale oczywiście już było po wszystkim, obsługa zasugerowała, że może gdzie indziej go zgubiłam.

Wierzę… że ten pierścionek wróci do mnie. Był wyjątkowy. Napisałam zapytanie do firmy, która go sprowadziła do Polski. Zapytałam, czy jest szansa kupić podobny. Odpisali, że niestety, ale biżuteria jest starego typu, której już się raczej nie produkuje ale spróbują sprowadzić coś podobnego… Wiem, to już i tak nie będzie to samo, wiem.

Brakuje mi go, choć widocznie spełnił już swoją rolę w moim życiu. Miałam w zwyczaju przekręcać go na palcu zawsze wtedy, gdy chciałam by jakaś sytuacja się rozwiązała, czy zakończyła. Wierzyłam, że to jak przerwanie jakiejś pętli, w której się znalazłam w danym momencie.

Kilka dni temu siedziałam w pracy i wszedł do biura znajomy, popatrzył na mnie i pierwsze pytanie jakie zadał, to ” a gdzie masz swój pierścień?”, aż mi łzy stanęły w oczach, opowiedziałam mu całą historię, a on wypalił ( podejrzewam, że nawet nieświadomie) Widocznie coś Ci się w życiu skończyło, i czas na nowe.

2017 rok to numerologiczna 1, więc tak, wchodzimy w nowe. Jeśli pierścionek faktycznie spełnił już swoją funkcję u mnie, niech chroni kolejną kobietę, tak jak chronił mnie przez te kilka lat…

Zrzut ekranu 2017-01-15 o 16.10.00

 

Minęło już półtora roku… Odkąd jestem w Krakowie.

Nowa praca, rozpad związku, nowy związek, gdy po 2 miesiącach obudziłam się obok mężczyzny, otworzyłam oczy i pierwsze pytanie jakie sobie zadałam „Co ja tu robię, jak ja mogłam  tak postąpić?” Zadziało się to po co, może miałam wejść w nowy związek by nie wrócić do starego, być może miało mi to pomóc, bym się nie załamała. To był jeden dzień, gdy poczułam jakby spadła kurtyna, jakbym otworzyła oczy i sytuacja w której się znajduje była totalnym absurdem. Odeszłam, przyznam się, że to nie było trudne, byłam świadoma konsekwencji z tym związanych, ale nie mogłam go oszukiwać, skoro po prostu jednego dnia okazało się, że wszystko to co czułam stało się jedynie iluzją. Choć pewnie złożyło się na to kilka sytuacji, wystarczyły 3 sceny zazdrości, a co najlepsze po miesiącu bycia razem przypomniał sobie, że wypadałoby mi powiedzieć, że ma jeszcze jedno dziecko i nie jedną żonę, a dwie… Mam gdzieś w karmie zapisane, że mężczyźni powinni mnie okłamywać?

Od czerwca rzuciłam się w wir pracy, całkowicie.Dawało mi to ogromną satysfakcję i radość. Po drodze przewinął się przesympatyczny Konrad, który sprawiał, że znowu się uśmiechałam :) Co prawda okazał się cipką ;) co nie zmienia faktu, że wniósł troszkę słońca do mojego życia.

1.11.2016 Wszystkich Swiętych, nie pojechałam w swoje rodzinne strony, bo stwierdziłam, że nie ma sensu, spędzać czasu w korkach… Zapaliłam świeczkę za moich bliskich zmarłych w domu, pomodliłam się za ich duszę i oczywiście, rozpoczęłam swoją rozmowę z Aniołami. To taki czas refleksji, więc skorzystałam z sytuacji i poprosiłam Aniołów, by zabrali ode mnie to poczucie samotności. Głębokiej samotności, wręcz na pograniczu z depresją. Staram się zawsze uśmiechać mówić wszystkim, że u mnie jest cudownie, dobrze i wspaniale….

środa 02.11.2016 po wolnym, czas do pracy :) to ważny dzień, bo wystarczyło kilka godzin z Aniołami, by ponownie moje życie się odmieniło….

kocham to moje zwariowane życie :)

Jedne drzwi się otwierają drugie zamykają, ledwo co nadążam przechodzić z jednego pomieszczenia do następnego. Przyszedł moment, gdy postanowiłam odejść. Zostawić wszystko za sobą. Wiem, mogło to zaboleć, ale musiałam zrobić wszystko co podpowiadało mi serce. Zrobić to, co było dla mnie najlepsze. Postawiłam na siebie. Gdy tylko to zrobiłam, znowu wszystkie bramy możliwości zaczęły się otwierać. Wynajęłam piękne mieszkanie, dałam ogłoszenie i wynajęłam drugi pokój wspaniałej dziewczynie, z którą dogadujemy się bez słów. Nawet z łazienką nie ma problemów :) W pracy poprosiłam o podwyżkę – dostałam… Poprosiłam Tych tam u Góry, że może jak tak wszystko idzie pięknie i ładnie to może 6 w lotto? hmm, widać to chyba byłoby już za dużo…

No nic, jest dobrze :) we wrześniu, krótki urlop. Ale nawet z krótkiego urlopu wycisnę wszystko co się da. Biorę wszystko co daje życie, bo przecież jest ono takie piękne. Pomimo tego, że nie wiem gdzie jest moje miejsce na ziemi, choć wychodzi na to, że wszędzie tam gdzie czuję się dobrze. no i te kłody, ciągle muszę przez nie skakać ;) no czasem jestem leniwa, więc je obchodzę, ale dobrze, to moje doświadczenia do wszystkich podchodzę z poważnym… uśmiechem :) Pracuje nad sobą, by uśmiechać się do siebie, do ludzi. By nie złościć się, być na takich pozytywnym haju ;) jakkolwiek to brzmi :) Najlepsze jest to, że ja się tak czuję, sama ze sobą :) Chyba, jeszcze nie trafiłam w życiu na faceta przy którym byłabym też na takim haju, albo mi się wówczas włącza jakaś dziwna opcja w głowie, która powoduje mniejszą ilość uśmiechu.

i tak tym pozytywnym akcentem, życzę Wszystkim miłego dnia !IMG_4807

Drzwi się zamknęły a miesiące się wyzerowały

Co zrobić by się nie załamać, by myśli, które pojawiają się w głowie nie doprowadziły nas do szału? Co zrobić by przestało tak boleć? By już nie rozrywało od środka?

Spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Gdyby nie to, że wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Moja wiara w to, że Ci tam u Góry chcą dla mnie jak najlepiej, i że wszystko dzieje się po to bym odnalazła swoje szczęście – oszalałabym.

Pozwoliłam sobie na dołek, na łzy, na pytania „dlaczego ja?, dlaczego mnie to spotkało? za co? Dlaczego, gdy jestem tak daleko od wszystkich?” Płakałam, krzyczałam, nie spałam. Wiedziałam, że muszę przejść przez to, by dojść do kolejnego etapu. Był moment zwątpienia, jak sobie poradzę? Może powinnam wybaczyć? Zostanę sama? Gdzie się podzieje? Gy tylko się dowiedziałam natychmiast zabrałam swoje rzeczy i wprowadziłam się do pracy… Przynajmniej miałam taką możliwość, choć nie na długo.

Po pierwszej nieprzespanej nocy, przyszedł dzień, wstałam, spojrzałam w lustro i nawet nie miałam siły się wystraszyć. Popatrzyłam sobie w oczy i powiedziałam „płacz jeśli musisz, ale wolałabym nałożyć jakąś tapetę więc głupio jak się rozmaże, i pamiętaj, że Twoja praca polega na kontakcie z klientem… Face to Face…” Wykąpałam się, kilka razy malowałam rzęsy i zeszłam do biura. Trzymałam się. po południu zajrzał do mnie sąsiad „Nadal jesteś piękna, ale proszę Cię jedź do lekarza weź L4 i jedź do mamy. Ja mam dla Ciebie rozweselającą tabletkę, weź ją, dzwoń do doktora i przestań płakać.”

Następnego dnia wstałam uśmiechnięta, co prawda nie spałam w nocy, ale nad ranem musiałam przysnąć ze zmęczenia ;) oraz po kilku tabletkach na sen. Równo o 9:00 wyruszyłam na północy zachód, do Mamy, znajomych. Pierwsze 30 minut jechałam w spokoju, śpiewając sobie… kolejne 5h wisiałam na telefonie (?!) Wszyscy dzwonili… „jak jedziesz? jak się czujesz? możesz prowadzić? jak to się stało? co się stało?” Jedna kuzynka, już od rana przyjechała i czekała na mnie, przyjaciółka mówiła, czy chcę,czy nie chcę ona będzie po 15:00, Instruktorka tańca 2h ze mną rozmawiała, w między czasie Mama, Brat…. Gosia…Honoratka… No cóż, czas minął szybciej :) Gdy już weszłam do domu i przywitałam się z Mamą, zobaczyłam, że już się zjeżdżają… Dobrze Was mieć moi przyjaciele – bardzo Was Kocham :* 1,5 tygodnia zleciało szybko, bardzo szybko, ale czas było wracać do Krakowa.

Wróciłam, On pisał, dzwonił, obiecał, że odbuduje wszystko co zniszczył. Zastanawiałam się, czy mam taką siłę w sobie by wybaczyć, by z tym żyć. Po powrocie, przez tydzień byłam pewna, że czas leczy rany, że podołam, pozwalałam by zabierał mnie na randki, by zabiegał o mnie…

Strach, żal, ból wróciły jak bumerang, tak po prostu, koszmary, bezsenne noce, huśtawki nastroju. Mówiłam sobie – potrzeba czasu, prosto nie będzie, dasz radę, przecież go kochasz – do 17 marca, czwartek (podobno 17 jest pod patronem Archaniołów) tego dnia był punkt kulminacyjny, wylewał się ze mnie jad, nie chciałam go widzieć, rozmawiać, ale on przyjechał wieczorem, przelewałam na niego złość, do momentu aż wybieg ode mnie i wsiadł w samochód. Nie płakałam, zrobiło mi się przykro, źle, że tak postąpiłam. Było już po 21, ubrałam się i poszłam pobiegać. Gdy tak biegłam sobie wzdłuż Błoni, a emocje mną szarpały, zaczęłam swój monolog do Boga…

” Boże, Aniołowie i Archaniołowie, wszyscy Ci co jesteście tam u Góry. Rozumiem, te doświadczenia, wiem, że mam drogę wyboru i teraz ja podejmuje decyzje. Dobrze, w takim razie, Ja Kamila w pełni świadoma mówię Wam, że podjęłam decyzję,  nie chcę do Niego wracać, jeśli mnie słyszycie, jeśli jesteście tam u Góry, postawcie na mojej drodze mężczyznę, który odmieni moje życie. Tego, który będzie tym jedynym. Słyszycie? Pytam się, czy słyszycie, bo ku*wa zwariuje tu w końcu, i będę do Was gadać z psychiatryka !”

Przybiegłam zmęczona, ale było mi jakoś lżej, wzięłam prysznic, tabletkę i położyłam się do łóżka.

18 marca, piątek byłaby to nasza 33 miesięcznica, dzień jak co dzień milion e-maili, telefonów, raportów. Pracuje w transporcie, więc czasem muszę wykonać telefon do Kierowców, z którymi mamy podpisane umowy. Dzwonię (telefonuję), do jednego, drugiego, dziesiątego, aż w końcu do ostatniego… „Pani Kamilo, mogę zrobić ten transfer jeśli się Pani ze mną umówi” Odpowiedziałam, że niestety nie ma takiej możliwości… Nie dał za wygraną w ciągu godziny był u mnie w biurze. Usiadł na przeciwko mnie i zapytał, czy nie mam ochoty czasem wyjść? Może kino? Kolacja? piwo- we środa? albo czwartek? Wciskałam się coraz bardziej w fotel, nie mogłam nic wydusić z siebie… W końcu jedynie skinęłam głową, że tak, zgoda, pójdę ( tylko zostaw mnie już ). Patrzył na mnie jak na ufo, upewniał się ze trzy razy, czy na pewno czwartek mi pasuje, uśmiechnął się i wyszedł…. Po chwili dostałam sms, że przecież to tylko wyjście… tego dnia…. miesiące się wyzerowały, zamknęły się drzwi za mną, a przede mną otworzyły nowe….

Życie… wszystko się zmienia.

Wszystko dzieje się po coś. Wszystko ma swój cel. Wiem, że idę w stronę spełnienia, boskości i jedności. Wszystko to nasze doświadczenia, tak wybraliśmy nim zeszliśmy na ziemię. (Czy moja dusza jest jakąś masochistką?)

W połowie lipca zeszłego roku przeprowadziłam się do Krakowa, jedyne 530 km od Mamuni ;) rodziny, przyjaciół, znajomych. Rzuciłam pracę, wszystko by przyjechać tu za mężczyzną mojego życia :) jakie to romantyczne. Nim złożyłam wypowiedzenie w swojej pracy zapytałam się mojej miłości, czy jest pewien, że chce być ze mną? bo ja dla Niego rzucam wszystko. Nie chcę by było tak, że przeprowadzę się do Krakowa po to by jemu odbiło i by mnie zostawił w tym Krakowie samą…

Ciekawy to był czas, nowa praca, trochę nerwów, rozwijanie firmy, nowe doświadczenia. Trafiłam do fajnej szkoły tańca, poznałam miłych ludzi. Nawet w sylwestrową noc, o północy mój facet padł na kolana, otwierając pudełeczko z pięknym pierścionkiem pytając się czy chcę resztę życia spędzić z nim? Czy nie jak z bajki? Nowa praca, nowe życie do tego kochający facet, który właśnie udowodnił, że warto było rzucić wszystko i przeprowadzić się za nim do Krakowa :) W ciągu 7 dni, mieliśmy wybrany termin ( 17.06.2017) sale, DJ, kucharkę, fotografa, kamerzystę :) później lista gości :) wszyscy szczęśliwi, my zadowoleni :) bo w końcu to nasza wspólna decyzja :)

achh W lutym odwiedzili nas znajomi, były walentynki… super czas. Była tak jakoś cudownie i dobrze…

:) do 23 lutego, to nieprawdopodobne jak wstałam we wtorek rano, zjadłam śniadanko z moim, pożegnałam się i poszłam do pracy. W drodze do samochodu, otrzymałam wiadomość na FB ( masz jedną wiadomość w folderze „inne”) Otwieram a tam… „Cześć mam do Ciebie pytanko” odpisałam „proszę? w czym mogę pomóc?”

Odpisała po jakieś 1,5h „Czy uważasz, że twój partner jest wobec ciebie w porządku?” hmmm (?!) „Skąd Złotko możesz wiedzieć kim jest mój partner jak mam wszystko na fb zablokowane?” „Chodzi mi o (…)” Tu zawalił się mój świat… okazało się, że od końca listopada miał romans… Z dziewczyną z bloku obok, dokładnie w bloku w którym parkowaliśmy nasze samochody :)

Myślę, że na dziś wystarczy… lżej jak się wypisałam…

Monolog…

Leżę w wannie,  relaksuje się. Miałam dziś iść na zajęcia fit dance ? Może fit mi dance. Jednak zostałam w domu, zapaliłam świeczki wzięłam białe róże do łazienki, wlavzylam szamanska muzyke i leżę. Miałam ochotę na kadzidełko, ale ten cholerny ból głowy,  który mi towarzyszy od jakiegoś czasu. Nawet miałam pomysł ze to zatoki, pisałam steryd, plukalam je każdego dnia, ale bolało jeszcze bardziej. Poszłam do lekarza okazało się ze zatoki piękne, to coś innego :) niespodzianka ! Rezonans głowy hmmm szkoda, że tyle trzeba na niego czekać. W poniedziałek wyruszam na polowania, musze odwiedzić lekarzy i pokombinować tak by termin był jak ze skierowaniem prywatnym a ostatecznie zrobić na NFZ ;) i tak całe życie człowiek kombinuje :) ale jak tak ma być to będzie.  Pewnie nic mi nie jest i to tylko stres. Dlatego dziś odpoczywam, i rozmawiam ze sobą i wtedy postanowiłam jeszcze popisać.
Jak często mamy czas by porozmawiać ze sobą? Ile czasu spędzamy na obserwacji swojego ciała?  Znaków które dostajemy? Tak mój ból głowy tez coś oznacza, moje ciało bardzo jasno komunikuje „cos” mi, ale nie miałam czasu wsłuchać się co to takiego.
Pochłonęło mnie szybkie życie w tym pięknym mieście, że od 3 miesięcy nie rozmawialam ze sobą, nie medytowalam, choć przecież życie to jedna wielka medytacja, tak ale gdy wiemy Kim jesteśmy, gdy nie gnamy tak to przodu.
Coś zgubiłam… czuje tęsknotę. Czasem gdy przed snem spojrzę w niebo tęsknię.
Juz kiedyś to czułam. Tęsknię za tamtym stanem. Nie tym sprzed 3 miesięcy, ale tym sprzed 26 lat i jeszcze 9 miesięcy.
Jakie to dziwne uczucie tęsknić tak bardzo za czymś, czego na ta chwile się nie zna.
Hmmm a kto dokładnie tęskni?
Czasem widzę moja duszę jak płacze,  jak siedzi skulona. To Ona tęskni, wówczas się martwię troszkę bo co gdy Ona podejmie decyzję, że jednak „tu” juz wystarczy?
Jestem w odpowiednim miejscu, choć coś się nie zgadza. To nie te emocje, poziom nie ten. Widzę bramę, jest otwarta, to kolejny etap, kolejne
doświadczenia, nie mogę stać w tym miejscu, bo Ona z każdą chwilą robi się smutniejsza.
Wracam do rozmowy, refleksji…
I odpoczynku.
Dobranoc.

To były moje chaotyczne myśli, które tak samo chaotycznie chciałam tu przelać.
Czytaj dalej

Zmiany? akceptując wszystko co się pojawia

stabilizacja, spokój… chwila oddechu.

Zycie w biegu, myślałam, że mnie to nie dotyczy, że mnie to nie spotka, nie wspomnę o tym, że zawsze mówiłam, że w dużym mieście to ja nigdy mieszkać nie będę. Jakie to życie jest przekorne, jeśli sama sobie ten scenariusz ułożyłam, nim zeszłam na Ziemię, to jako dusza muszę mieć niezłe poczucie humoru, najpierw pozwoliłam sobie na pewne obietnice, wyobrażenia, a teraz wszystko się zmienia, jest ulotne.

Mieszkam w dużym mieście, stoję w korkach, i co najdziwniejsze jestem szczęśliwa :) dobrze mi tu! a praca? zamieniłam korporację na… inną korporację :) Patrzę wstecz i widzę ogromną przepaść, zakończony rozdział :) Patrzę do przodu i wszystkie bramy się otwierają :) tego chciałam, o tym marzyłam i mam! Wszystko przychodzi w swoim czasie, to prawda, swoje musiałam zrozumieć, zaakceptować by dojść do miejsca w którym się teraz znajduje.